Trudno, aby funkcjonowanie bloga w marcu 2020 roku nie rozpocząć od tematu związanego z ogłoszoną właśnie przez WHO pandemią. Nie będzie to zatem oryginalne, ale w obecnej sytuacji absolutnie niezbędne, jeżeli powiem kilka słów o konsekwencjach, jakie mogą wywołać działania podejmowane przez władze oraz prywatnych przedsiębiorców.

Przemysł jest szczególnie narażoną na negatywne konsekwencje branżą, przede wszystkim z uwagi na relatywnie wysokie zatrudnienie w parkach maszynowych, konieczność dostarczania surowca z zagranicy oraz zależność od światowej koniunktury. Z zaskakującą wśród polityków zgodnością została również uchwalona ustawa o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych.

Problemy z pracownikami

Poza dość typowymi problemami związanymi z koniecznością zakupu środków dezynfekujących i wyrobów medycznych pojawia się problem przebywania wielu ludzi w jednym miejscu. Zakłady zatrudniające po kilkaset osób nie mogą przecież po prostu porozstawiać ludzi „po kątach” i kazać im się do siebie nie zbliżać. Z tego powodu ustawodawca dał pracodawcom możliwość polecenia pracownikowi wykonywania, przez czas oznaczony, pracy określonej w umowie o pracę, poza miejscem jej stałego wykonywania. Co jednak w przypadku, gdy pracownicy są potrzebni w celu utrzymania ruchu zakładu, który działa w trybie ciągłym? W tej sytuacji pozostaje albo pozostanie przy wewnętrznych procedurach bezpieczeństwa albo tymczasowy zamknięcie zakładu.

Odsetki, zobowiązania i działanie Boga

Oczywiście, największym problemem z jakim zmierzyć się będą musieli przemysłowcy zdecydowani na shut-down czy też na ograniczenie produkcji będą problemy z realizacją kontraktów. Przykładowo, odlewnia z jednej strony może mieć problem z dostarczeniem swoim kontrahentom zamówionych odlewów, sama może również nie mieć możliwości pozyskania odpowiedniej ilości surowca do utrzymania płynności produkcji. W takiej sytuacji można zareagować powołaniem się na tzw. siłę wyższą (łac. „vis maior”). Klauzule tego rodzaju, choć są niemal powszechnie wprowadzane do kontraktów przygotowywanych przez profesjonalistów (w szczególności przez międzynarodowe kancelarie korzystające z wzorów anglosaskich), w rzeczywistości niemal nigdy nie znajdują zastosowania. Obejmują one bowiem takie zdarzenia jak wojna, katastrofa ekologiczna, atak terrorystyczny, czy też właśnie globalna pandemia. Typowe brzmienie tego rodzaju postanowienia umownego to wyłączenie odpowiedzialności wobec drugiej strony kontraktu, jeżeli niewykonanie lub nienależyte wykonanie zobowiązania wynika z czynników wymienionych powyżej.

Podczas mojej pracy spotkałem się bardzo zróżnicowanym formułowaniem tego rodzaju klauzul, a najciekawszym było powołanie się na de facto siłę wyższą poprzez użycie zwrotu: „or any other act of God.”(pol. „lub jakiekolwiek inne działanie Boga” – umowa była sporządzona w języku angielskim). Z miłą chęcią popatrzyłbym na proces, w którym argumenty stron miałyby wymiar prawniczo-teologiczny. Byłoby to bardzo ciekawe i pouczające doświadczenie.

W zależności od ich rzeczywistej treści, takie klauzule mogą obecnie stanowić wybawienie dla tych przedsiębiorców, którzy ze względu na konieczność ograniczenia kontaktów między pracownikami, nie wywiążą się ze swoich zobowiązań. Innymi słowy jest to sposób na zwolnienie się z konieczności zapłaty kar umownych za opóźnienie bądź też odsetek w przypadku świadczenia pieniężnego.

Warto pamiętać, że ciężar udowodnienia wpływu zjawiska „siły wyższej” na brak realizacji zobowiązania będzie spoczywał na stronie powołującej się na to zjawisko.

Brak odpowiednich klauzul w umowie może być problematyczny. Wydaje się, że w takiej sytuacji pozostaje przedsiębiorcom jedynie powoływanie się na tzw. klauzulę rebus sic stantibus, która umożliwia zwrócenie się do sądu z żądaniem zmiany treści stosunku prawnego, jeżeli nadzwyczajne okoliczności, których nie dało się wcześniej przewidzieć sprawiają, że świadczenie może wiązać się z nadmiernymi trudnościami albo groziłoby jednej ze stron rażącą stratą.

Rząd z odsieczą

Całe szczęście, sytuacja kryzysowa związana z koronawirusem skłoniła rządzących do rozważenia kilku mechanizmów związanych z poprawą płynności przedsiębiorstw i odroczeniu w czasie obowiązków publicznoprawnych. Nie jest to jeszcze uchwalone prawo, ale warto część z nich omówić.

Po pierwsze, rząd zapowiedział ulgi w należnościach publicznoprawnych, zarówno podatkowych, jak i składek ZUS. Nie jest jasne czy będą to zwolnienia z odsetek za opóźnienie w płatnościach czy rzeczywiste ulgi (deklaracje na stronie Ministerstwa Rozwoju i polityków rządu nieco się w tym zakresie różnią). Druga sprawa to bliżej nieokreślone wsparcie „dla firm zmuszonych do przestojów”. Trudno rozumieć to inaczej niż właśnie wsparcie dla przemysłu, który będzie musiał ograniczyć lub wstrzymać produkcję. Ministerstwo Rozwoju deklaruje również wprowadzenie instrumentów finansowych dla podreperowania płynności przedsiębiorców.

Przedsiębiorcy będą też mogli skorzystać z kilku mniejszych rozwiązań, które zbiorczo będzie można określić jako ułatwiające życie. Obowiązek wpisu do Centralnego Rejestru Beneficjentów Rzeczywistych ma zostać przesunięty na lipiec. Przyspieszeniu mają ulec zwroty VAT. Wreszcie ma być łatwiej uzyskać pomoc publiczną de minimis za pośrednictwem BGK w postaci gwarancji bądź dopłat.

Oczywiście są to na razie jedynie deklaracje, ale można domniemywać, że wobec toczącej się poniekąd w tle problemów epidemiologicznych kampanii wyborczej, przynajmniej część z nich zostanie jednak zrealizowana.

Czarny scenariusz

Gdyby jednak ani powołanie na siłę wyższą ani obiecane przez rząd wsparcie nie było wystarczające dla utrzymania płynności zakładu możliwe jest sięgnięcie po bardziej radykalne środki takie jak postępowania restrukturyzacyjne. Szerzej o tych kwestiach pisał na blogu mój kolega i wspólnik Wojtek Bokina, ale warto zasygnalizować, że tego rodzaju działania nie należy zostawiać na moment, w którym utrata zdolności operacyjnej jest już definitywna, tylko zareagować odpowiednio wcześniej. Wówczas ograniczenie egzekucji i zabezpieczeń oraz zawarcie z wierzycielami układu pozwoli wyjść z powrotem na prostą.

Warto wreszcie pamiętać, że żaden, nawet największy kryzys epidemiologiczny nie stanowi podstawy do zwolnienia z obowiązku przestrzegania przepisów związanych z ochroną środowiska. Koronawirus nie pomoże Ci, jeżeli z uwagi na niedostatki personelu, przekroczysz normy emisyjne wskazane w pozwoleniu zintegrowanym.

Na koniec pozwolę sobie przypomnieć, że przemysłowcy kupujący energię elektryczną od przedsiębiorstw obrotu nie powinni pozwalać sobie na zadłużenia nawet w oczekiwaniu na rządowe wsparcie, a otrzymawszy takie wsparcie powinni je w pierwszej kolejności przeznaczyć na rozliczenie ze swoim sprzedawcą. O ile bowiem dostawca stali prędzej czy później swój surowiec przywiezie, o tyle OSD po odcięciu dostaw już taki wyrozumiały nie będzie.

O autorach

Autor
Zadaj pytanie autorowi JAN SAKŁAWSKI partner, radca prawny
W kancelarii odpowiadam za projekty infrastrukturalne. Najczęściej reprezentuję klientów związanych z energetyką, branżą budowlaną oraz operatorów zakładów przemysłowych.

Kontakt dla mediów

Avatar
Sylwia Zajdel-Goleniowska

Newsletter

Bądź na bieżąco. Otrzymuj informacje o nowych publikacjach ekspertów z Kancelarii Brysiewicz, Bokina, Sakławski i Wspólnicy