W ubiegłym tygodniu Wiceminister Aktywów Państwowych Janusz Kowalski stwierdził, że w związku z pandemią koronawirusa konieczna jest ingerencja w unijny system handlu uprawnieniami do emisji (EU ETS). Czy oznacza to, że Zielony Ład ustąpi przed ładem epidemicznym?

EU ETS - co to jest?

System ten stanowi podstawowe narzędzie UE służące do ograniczania emisji gazów cieplarnianych poprzez zobowiązanie głównie energochłonnych instalacji przemysłowych do zakupu uprawnień lub opłacania nadprogramowych emisji dwutlenku węgla. Wiceminister uważa, że mechanizm ten uderza szczególnie mocno w polską gospodarkę, mającą wysoki udział węgla w miksie energetycznym. To z kolei skutkuje wysokimi kosztami działalności elektrowni w Polsce, a w rezultacie wyższymi cenami energii elektrycznej i ciepła dla odbiorców końcowych. W tej sytuacji Wiceminister proponuje, by negatywne konsekwencje pandemii złagodzić poprzez likwidację systemu lub wykluczenie z niego Polski, której gospodarka szczególnie boleśnie odczuwa funkcjonowanie EU ETS.

Czy jest sens wychodzić?

Abstrahując już od faktu, że scenariusz wystąpienia Polski z systemu handlu uprawnieniami do emisji czy – idąc dalej – jego całkowitej likwidacji w praktyce zdaje się być nierealny (wymagana byłaby zmiana unijnej dyrektywy ustanawiającej EU ETS, a w tym celu poparcie innych państw członkowskich), to rodzi się pytanie, czy reforma systemu w ogóle doprowadziłaby do polepszenia sytuacji gospodarczej przedsiębiorstw.

 

Powyższe pytanie zadaje sobie zresztą samo Ministerstwo Klimatu, które przeanalizowało wpływ koronawirusa na funkcjonowanie systemu EU ETS. Ministerstwo zastrzegło wprawdzie, że pandemia z pewnością spowoduje osłabienie gospodarki, a koszty związane z funkcjonowaniem systemu EU ETS staną się relatywnie jeszcze większym obciążeniem dla zobowiązanych podmiotów.

Zarazem jednak wskazało, że osłabienie to może skutkować powstaniem nadwyżki uprawnień, a w konsekwencji spadkiem ich cen.

Ale to już było

Historia lubi się powtarzać, a warto przypomnieć, że z taką sytuacją mieliśmy już do czynienia przy ostatnim kryzysie gospodarczym w 2009 roku. Doszło wówczas do obniżenia emisji w większym stopniu niż zakładano, co z kolei spowodowało powstanie nadwyżki uprawnień. Ta zaś doprowadziła do obniżenia ich cen i w konsekwencji zmniejszyła zachęty do ograniczania emisji.

Z podobną sytuacją możemy mieć do czynienia i tym razem. Zdaje się to zresztą potwierdzać wyraźny spadek cen uprawnień widoczny w ostatnich dniach. Paradoksalnie mogłoby się zatem okazać, że pandemia doprowadzi do zmniejszenia obciążeń związanych z EU ETS, w związku z czym polskie elektrownie czy zakłady przemysłowe emitujące dwutlenek węgla staną się w pewnym stopniu „beneficjentami” kryzysu.

Tym niemniej rząd zdaje się zabezpieczać na wypadek zmaterializowania się mniej pozytywnego dla przedsiębiorstw scenariusza. Zgodnie z informacją przekazaną przez Ministerstwo Klimatu, rząd pracuje obecnie nad propozycjami konkretnych rozwiązań, które miałyby na celu redukować emisje tam, gdzie jest to najbardziej niezbędne oraz zapewnić niezakłócone funkcjonowanie systemu energetycznego. Czas jednak pokaże, jakiego konkretnego kształtu nabiorą te propozycje na ścieżce legislacyjnej.

Negocjacje z KE

Resort zasygnalizował również, że w przypadku utrzymywania się trudnej sytuacji gospodarczej, rząd będzie proponował Komisji Europejskiej wprowadzenie doraźnych rozwiązań mogących wpłynąć na poprawę sytuacji. Niemniej ze strony Komisji na razie brak jest sygnałów, które mogłyby skutkować zmniejszeniem obciążeń związanych z EU ETS. Nie oznacza to jednak, że Komisja nie dostrzega wpływu pandemii na funkcjonowanie systemu, jak i samych operatorów instalacji. W ten w czwartek wydała ona stanowisko w sprawie raportów emisji w związku ze zbliżającym się terminem ich złożenia.

Każdy operator jest bowiem zobowiązany do umorzenia uprawnień za ubiegły rok w terminie do 30 kwietnia, ale ma również obowiązek przedłożenia zweryfikowanych raportów emisji do 31 marca.

Komisja zdaje się mieć świadomość, że część operatorów może mieć trudności z terminowym złożeniem zweryfikowanych raportów i wskazała na możliwe rozwiązania tego problemu. Zwróciła uwagę, że zgodnie z przepisami, w razie nieprzedłożenia sprawozdania w terminie, właściwe organy mogą dokonać ostrożnego oszacowania emisji instalacji (co należy przeprowadzić w kwietniu w odpowiednim czasie), tak, aby dany operator mógł wypełnić obowiązek umorzenia do 30 kwietnia. Ten obowiązek ma bowiem dla Komisji pierwszoplanowe znaczenie.

Powstaje jednak pytanie, czy jego spełnienie będzie w ogóle możliwe, jeżeli zagrożenie epidemiczne i ograniczenia z nim związane będą się dłużej utrzymywać. Obecnie trudno wykluczyć w tym zakresie scenariusz negatywny, w związku z czym branży nie pozostaje nic innego, jak śledzić rozwój sytuacji i dalsze doniesienia ze strony polskiego rządu i samej Komisji.

Newsletter

Bądź na bieżąco. Otrzymuj informacje o nowych publikacjach ekspertów z Kancelarii Brysiewicz, Bokina, Sakławski i Wspólnicy